Strona:PL Jan Kasprowicz - Księga ubogich.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie dajesz pewności, ma księgo,
Azali odgadnie je człowiek,
Lecz każ mu otwarte mieć uszy
I nie zamykać powiek.

O jakiż dom to malutki
Jakaż to ciasna zagroda!
Zdawałoby się, że oczu
Odwracać na nie szkoda.

Trzy, albo cztery jesiony —
Któż je tam liczyć będzie? —
I kwiaty najpospolitsze
Na kilkułokciowej grzędzie.

A przecież w tych lichych opłotkach,
W tych ścianach, ciosanych z drzewa,
Wypełnia się życie, co własny
Przypływ i odpływ miewa.

Czy głośne jest ono, czy ciche,
Czy meta ócz jego daleka:
Miało-ci swe narodziny
I na swój koniec czeka.

I to wystarczy. Zaś reszta —
Czy siła niem rządzi, czy może
Słabość, niech o tem wyroki
Zawyrokują boże...