Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/403

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


SALOME.

Ni głowy
twego proroka, coć przerasta — duszę?


ANTYPATER.

Nie szydź, Salome! Nie szydź!... Ja go zmuszę,
ażeby milczał...


SALOME.

Więzienne wierzeje
głos jego wyprze i falą zaleje
straszną twe — życie!...


ANTYPATER.

Nie! dobędę miecza
i niechaj dola rozstrzyga się człecza —
On lub ja!... Słuchaj!...


SALOME.

Słucham i zdumiona
jestem nad wyraz, iżeś z swego łona
uczynił nagle wywierzysko piekła,
z którego bije żarów fala wściekła
i, matce mojej wypaliwszy oczy,
pragnie pogrążyć Salome... Nie stoczy
serce się moje w tę otchłań...


ANTYPATER.

Salome!
Zalić nie było dawno już widome,
że między duszą moją, a pomiędzy
Herodyadą stanęła potęga,
której twej matki wszechmoc nie dosięga —
wszechmoc, przy tobie podobna do nędzy?
Czy nie widziałaś, że ty jesteś władzą,
ku której wszystkie zmysły mnie prowadzą?