Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/393

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ACHIS.

O królu! nie lżyj tak mego imienia
i nieskalanych stuleci żywota
mojego rodu
nie spychaj lekkomyślnie
tej jednej chwili
w bezdenną przepaść śmierci...
Nie mogę uwierzyć — — —


ANTYPATER.

Tak powiadają —


GŁOS.

Hańba na głowę twą,
iżeś nie ustrzegł córki!


ANTYPATER.

Widzieli ją ludzie,
jak zakradała się nocą
ku głaźnej puszczy, gdzie rabbi
grzeszne ma leże.
Biorę na świadków Aholę
i Aholibę,
Kaifaszowe córki,
że już nie mówię o innych — —
Przeto Salome, wypełniając zakon — —


ACHIS.

Panie! czy bielmo było na mych oczach?
Patrząc na moją Jachobod,
na tę dziewczynę zaledwie rozkwitłą,
mniemałem widzieć białość lilii,
a ty mi mówisz, że była skorupą
bożego ongi naczynia,
które Pan w gniewie swym strzaskał i rzucił
o ziem! —