Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w takiej ją pysze wychował, że może
w obliczu księżnej urągać pokorze
i sypać żwirem nazyrejskich bredni
w te cudne oczy naszej pani!... Zasię
w nas tylko żywie poddanie się woli
twojej na wieki i serce nie boli
służyć twej świętej, nieśmiertelnej krasie
wzorem nubijskich niewiast, choć my, bliźnie
siostry, wzięłyśmy w szlachetnej spuściźnie
arcykapłański napierśnik: przed arką
staje Kaifasz, nasz rodzic!... Mym barkom
ciężkim nie będzie żaden trud, jeżeli
nasze się słońce przezeń rozweseli...
Nie płacz!...


SALOME, tłumiąc łzy:

A!...


AHOLIBA.

Nie płacz! Albo płacz! Ja nie wiem,
skąd takie ognie w twoich łzach: zarzewiem
drogich kamieni twoje łzy się palą.
Rubin i szafir, udzielony falom
przez wiew poranku, wiejący od jutrzni
i od błękitu, nie przemawia huczniej
krzykiem swych jaśni głębokich od pełni
tych rajskich kropel...


AHOLA.

Włos ci się rozwełni,
przyniosę gałban i namaszczę...


SALOME.

Lutnię,
lutnię mi podaj!... Dlaczego mi smutnie,
kiedy me serce winno bić radośnie
w tej jaśminowej i różanej wiośnie?

Ahola podaje lutnię.