Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/322

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SALOME.

Bezwstydna! Na piekielne ciemnie!
Związać cię każę i osmagać!... Nagą
stawię-ć, Aholo, na rynku!... Odwagą
chełp się przed tłuszczą obszarpańców! W męce
przesromięźliwej wyciągaj swe ręce
ku prorokowi, niech odsłoni biodra
z sierści wielbłądziej — ponoć wielce szczodra
jest litość jego — i niechaj odzieje
twe nikłe uda!... Czelne są koleje
ludzkich rozumów: jakże śmiesz ty córę
łączyć książęcą z żebrakiem?... Ponure
i złe masz oczy! Nie skry w nich kobiece,
ale szatańskie! Wyłupić je zlecę
swemu oprawcy i rzucić, jak bryły
martwych kul szklanych, ażeby nie lżyły
kłamnem widzeniem twej pani!... A tobie,
słodka Jachobod, chodząca w żałobie
snać po ostatnich pocałunkach, wdowo
po rozhoworach miłosnych, co zmarły
w ciemnej alei — — —


JACHOBOD.

Pani! korne słowo:
Na krzyż, przeczuciem rodzący się mgławem
w snach bogobojnych mędrców: jeśli prawem
rządzisz się bożem, pozwól — — —


SALOME.

Odejdź!! Karły
wasi mędrcowie i wasi prorocy,
którzy szukają życiodajnej mocy
w miodzie pszczół leśnych i w mięsie szarańczy!
Czekaj za progiem!... Jachobod zatańczy,
gdy na nią skinie Salome! Pokaże
czar swego łona, by i nasze zmysły
mogły zobaczyć, jakie jej rozbłysły