Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jakób Bryś, suchy szczap, człowiek, który życie strawił na procesach o miedzę lub kłoski, uzbierane na jego wązkim zagonie, a teraz, gdy umarł kto we wsi, lubił chodzić na cmentarz i nad nieprzykrytym jeszcze grobem znacząco kiwał głową, nie mógł pohamować żalu, iż prawo dzisiejsze zabrania pławić w rzece lub palić na stosie, bo, powiada, widome jest bluźnierstwo, a na ukaranie go niema porady.
Chyba tylko ta:
Wypaproszył kurę, jelita posypał mirrą, włożył do czarnej, polewanej miski i chyłkiem, o zmierzchu, postawił pod przycieś przeklętej chałupy.
Ale spólniczka szatana nie szczezła.
Jakby ją giez ukąsił, wybiegła w letni poranek —: w wygasłych oczach błyskawice; policzki żarzą się, jak kawał żelaza, wyjęty co dopiero z ognia, cała postać wyolbrzymiały bąbel na olbrzymiem — nie z tego świata —, bagnistem oparzelisku.
Podwija kiecki, odsłania opuchłe nogi, jak kłodnie lub kiżenki, prawie wstyd swój obnaża i ryczy i wrzeszczy i huczy i grzmi i śmieje się i płacze i szydzi:
— Znam cię, bezbożny szkaplerzniku! Kurze jelita stawiłeś pod próg, a moje wnętrzności się poruszyły! Mam być kochanką piekła, a wiadomo jest w niebiesiech, że ze mnie narodzi się Samson, który was wszystkich pobije jak Filistynów — i ciebie, co chodzisz na mogiłki, myślący, żeś odgadł śmierć, i was, ławnicy i wójcia, coście jakoby pochwycili życie, we czwartki i niedziele zjadający świńskie ochłapy i panoszący się w plecionych wasongach! Ani życie ani śmierć nie jest w waszym ręku, a ino w ręku Tego, co przyjdzie!
Samson to będzie albo i święty Idzi, oracz pański, co radła wasze i brony strąci w ciemnicę, a sam pługiem, zesłanym mu przez aniołów, ziemię rozorze i nie posieje na niej ani jęczmienia ni żyta, które dają wam moc natrząsania się z bliźnich, a ino słowa świętej Ewangelii.