Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jak uczy doświadczenie, istoty tak zwane piękne przeróżnym ulegają pokusom, że były i są kobiety, okazalsze od mej »lubej«, że jednak przymioty jej wewnętrzne jako wieczysta, nieśmiertelna cząstka nieśmiertelnego »wszechbytu«, jej czułość i dobroć i t. p., okupują wszelkie ewentualne braki w jej powłoce doczesnej. Dlatego — takem zakończył:

»Ty, w której pycha ciała się nie puszy,
Racz mnie umieścić w swojej pięknej duszy«.

Byłaś cokolwiek oburzona, zlekceważyłaś mój pean, nie obnosiłaś go po przyjaciółkach — dziś to zupełnie rozumiem, dziś, kiedy w kobiecie nauczyłem się cenić świeżą bieliznę i niezbyt płaskie biodra.
Nie powiem, ile od tego czasu upłynęło dni.
Wrażliwa jesteś na wiek i wzmianka o nim gotowa Cię wyprowadzić z równowagi.
Pociechę masz jednak w tem, żem był o kilka lat starszy od Ciebie.
Rzecz to wreszcie obojętna, bo, jak słusznie dziś twierdzisz, nie wiek, lecz serce i dusza wystawiają świadectwo młodości, a serce Twe dotąd jest »wiośniane«.
Niestety! nie mogę tego powiedzieć o swojem — trochę nadszarpnęły je burze, które, jak nad każdym, szalały i nademną.
Jedno tylko zdołałem w tej nawałnicy ocalić — mój wrodzony idealizm.
Co? Wątpisz Pani o tem?
Zaraz Ci dowiodę.
Pewnego dnia wręczono mi list następującej treści:
»Daruj, że piszę do ciebie tak bezceremonialnie, ale gdym cię ujrzała na ulicy, tak mnie coś jakby dźgnęło, że tylko ty jeden mógłbyś zgotować szczęście kobiecie, która, przykuta łańcuchem ślubów dozgonnych do niekochanej istoty, marzy w niespokojnych snach o kilku słodkich momentach ulgi.
Życie moje — jak wogóle każdej kobiety — pra-