Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXI.
LIST.

Pani!
Gdybym w uroczystych chwilach »podniesienia ducha« ubierał się w jedwabny, wzorzysty chałat buddyjskiego kapłana, mógłbym ci powiedzieć z świadomością jak najszczerszej prawdy, żem Cię przeczuł, żem postać Twoją widywał w snach i marzeniach, które i takiego, jak ja, pospolitowca nawiedzać raczą.
Nie wątpię, że w sercu Twem, tak czułem na głosy z zaświatów, znalazłbym należyty oddźwięk i że nie miałabyś powodu mówić mi o koniecznej potrzebie wysubtelizowania duszy, abym, słuchając rzeczy, dalekich od sznurówki i fartuszka, rzeczy »naddoczesnych«, nie zachowywał się jak kowal, sapiący przy kuciu rozżarzonej szyny, lub jak tragarz, któremu pod ciężarem zarzucanych na plecy worów pękają rękawy.
Uwierzyłabyś wówczas, że i ja sroce z pod ogona nie wypadłem — w waszem społeczeństwie i przed tym zarzutem bronić się trzeba —, że tak samo jak Ty i Tobie podobni, mam prawo doszukiwać się zaczątków mego bytu »w niepojętych mgławicach wieczności«, żem chodził na czworakach, że, chociaż nie lubię, jak pies, wyć do księżyca, w ciepłe, lipcowe nocy nawłóczyłem się dosyć po torfowiskach, żem godzinami z wędką w ręku siadywał nad rzeką i, zamiast łowić kiełbie i płotki, z głup-