Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XVII.
GŁÓWKI DZIECIĘCE.

Wiszą u mnie na ścianie dwie główki dziecięce o wyrazistem, smutnem spojrzeniu.
Niema godziny, abyśmy z sobą milczącej nie prowadzili rozmowy.
Przekomarzamy się o drobnostki, o winogrona, o wstążkę, o to, czy małym dziewczątkom należy obcinać włosy, aby lepiej rosły, czy też odrazu zaplatać je w warkocze, o plamę na sukience, o potrzebę wdziewania kaloszy na błoto i co lepsze, tort czy ciastko francuskie.
Główki, malowane gris à gris, nabierają wówczas kolorów, dyskutują coraz to żywiej i, zniecierpliwione protestem, jakoby czekoladka i krem były zarówno »najlepsze«, twierdzą z wesołym uśmiechem w smutnych zazwyczaj oczach, że łatwo dam się przekonać, jeśli w niedzielę urządzę im »bal« z koleżankami.
Zaś w innych sprawach, gdy idzie o teatr lub koncert, albo o wycieczki w góry — koniecznie po klamrach i łańcuchach, zaczynają się gniewać i, podniósłszy palec do ust, grożą zupełnie na seryo:
— Niech tylko wyjdziemy za mąż, to nam już nikt tego nie zabroni!
Czasem jednak zapominam o moich główkach dziecięcych — zwłaszcza o zmroku —, jak wczoraj:
Deszcz jesienny uderza mi leniwie w szyby, wicher zgina niemal do ziemi ostatnią akacyę, otoczoną wałem