Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.3.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wiem: rzekłeś do niej słowo,
Co skrzydła przypina tęsknocie
Za nieśmiertelną wiosną,
Gdzie kres jest dan Golgocie...

Połóż mi dłoń na sercu,
Połóż mi dłoń na czole,
Bym czuł, że ona to niegdyś
Łamała chleb przy stole...

O tak, to ręka ta sama,
Już wątpić mi nie trzeba —
Lecz gdzież ta, zbawiająca
Od głodu, miara chleba?

W okręgach drżą powietrznych
Twe wielkie przyrzeczenia,
A mrących nowa rzesza
Z starą się rzeszą mienia.

O Panie zmartwychpowstały,
Dajże mi znak widomy,
Że nie jest złudą Twa miłość,
Która ogarnia ogromy.

Milczący patrzysz mi w oczy,
A ongiś szeptał: »Mój ludu!«
Rozerwij te tajemnicze
Pieczęcie Twojego cudu...


Ale Chrystus nie odrzekł nic, tylko gdzieś, na dalekiej Północy, w krainie głodu i ucisku, obudził głosy dziecięce, każąc im śpiewać:

Zawitał dzień nam radosny,
Od dawna pożądany:
Chrystus Pan zmartwychpowstał,
By ludzkie ukoić rany.