Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.3.djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Widzę, żem stanął śród Krzyżowych Dróg —
Znam-ci tę miedzę, znam ten pola smug;
Tu pod tą cichą, białą Bożamęką
Niegdyś chłopięcą żegnałem się ręką,
Tutaj na słońca wschodzącego cześć
Rozkosznie było hymn poranny wznieść.

Tu po raz pierwszy zapatrzony w łan,
Począłem wierzyć, że zbożom jest dan
Ten sam, co ludziom duch i że przed wieki
Wypłynął z Boga wraz z tą falą rzeki,
Że tylko człowiek, zbyt pewny swych praw,
Drzewo odgrodził od siebie i staw.

Tu — błogosławion niechaj będzie ten
Z gwiazd pałających wysnowany sen! —
Tum śnił, iż życia tworzy fundamenty
Li sprawiedliwość, że będzie przeklęty
Dzień, w którym przemoc, siewca trwogi, zbój
I zły niszczyciel, topór schwyci swój.

Tu — szumi jeszcze tej topoli szczyt —
Marzyłem kiedyś, słaby ludzki byt,
Że gdzie zabrakło stalowych pawęży,
Mieczów i włóczni, tam Słowo zwycięży,
Że, śpiewnej ziemi nieodrodny syn,
Może w swej pieśni wielki zaklnę czyn.

A dzisiaj... Kto wy? i dokąd? i skąd?
Bose i nędznie ubrane, w ten mąt
Niepewnej chwili idziecie, w zawieję —:
Ledwie ucichła, znów się rozszaleje!
Patrzcie! Kroplami niewyschniętych ros
Ocieka jeszcze z tej burzy mój włos...

»My ze wsi twojej« — odpowie mi tłum
Dzieci, płynący, jak olchowy szum