Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/392

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
286
JAN KASPROWICZ

Módz protokół, rozłożono dziecię —
Z kanału wyłowiły je rybackie siecie.

Utopione, miało ranę jeszcze,
Pisał list ten, »w piersiach, jak od noża
Kuchennego« — mnie-ci, mówię, dreszcze
Aż przechodzą, istna klątwa Boża!
Straszne rzeczy!... »Kiedy ją do łoża,
Gdzie trup leżał, przypędziła warta,
Odepchnęła wszystkich: żydów, stróża
Więziennego, urząd i rozżarta
Krzyczała: »Mój-ci bękart!... co wam do bękarta...«

Ledwie mogli ją oderwać pono,
Tyle mieli trudu z nią i troski:
Darła włosy i szarpała łono,
Czysto, jakby nadszedł już sąd boski,
Stąd też niby wyciągano wnioski,
Że jest »błędna« i że w tym obłędzie
Popełniła kryminał... Sędziowski
Pisarz wszystko podał to w urzędzie,
By sprawę tę roztrząsnąć mogli dobrze sędzie.

Tylko jeszcze, wiesz, dla upewnienia,
Gdy jej w śledztwie przeszedł czas już spory,
Tę nieszczęsną wysłali z więzienia,
By do siebie wzięli ją doktory —
Do zakładu obłąkanych; choréj
Na umyśle zawsze-ć w owym domu
Lepiej, mówią... Gorsza, niż pomory,
Jest ta klęska, nie życzę nikomu —
I wroga, Panie, uchroń od takiego sromu.

»Po miesiącach sprawę rozstrzygnięto«,
Tak pisali w gazecie: »z dziewczyny,
Co już zdrowa, wszelką winę zdjęto« —
Bo też trudno dopatrzeć się winy