Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
218
JAN KASPROWICZ

Złe, jak żmija, z tem cielskiem skalanem,
Ku zatracie się wgryza, ku szkodzie.

Szedł do stajni, dać szkapkom obroku,
Za nim pełznie złe cielskiem skalanem...
Gniadą głaszcze po krzyżu, po boku:
»O, mojaś-ty!!!...« a gniada z udanem
Zarży śmianiem w okrągłem tem oku:
»Ni ja twoja ni jego... któż panem?!...«

Aż go ciarki przechodzą, gdy gniada
Rży tak z śmiechem udanym w tem oku!
»Juści, Polka ma słuszność«, powiada —
Hej! nie myśli, że licho co kroku,
Że się za nim co kroku złe składa,
Zewsząd, z tyłu i z przodu i z boku...

Pójdzie zajrzeć do zboża na pole,
A złe za nim co kroku się skrada...
»Ani widu, by były kąkole!
Będą żniwa«, tak szepce, »nielada!
Moje żyto nad wszystko już wolę!...«
A tu żyto: »Jak twoje?« wręcz gada...

Zerwie kłosek, rozetrze w swych ręku —
»Moje żyto nad wszystko już wolę;
Ziarno czyste i sypnie, jak z pęku...
Już jak masło, tak tłustą mam rolę!«
A tu ziarno, jak w strachu, jak w lęku:
»Gdzież ja twoje?! Gdzież twoje to pole?!...«

»Niech wcierniasty!« zaszczęknie zębami;
»Nawet ziarnko, jak w strachu, jak w lęku!
Hej! nie będzie spokoju już z nami!
Już nie dla mnie to sypnie, jak z pęku!
Nie moimi ja chodzę łanami!
Nie zostanie nic z tego w mych ręku!...«