Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
116
JAN KASPROWICZ

Patrzy sam Stwórca... lecz to na mnie zwali
Jego się kara...

O rety! Chryste, o rety!
Nademną litość miej!
Na onym sądzie, nieboszczyk kobiety
Wyprze się swej:
»Tyś« — rzecze do mnie — »tyś ją zatraciła!«
Boże jedyny!
A jam ją strzegła, tak, jak oka w głowie —
O rety!
Nie top rodzonej w żałobie,
Zostań, Ulichna! siła złego, siła
Dla takiej, jak ty, dziewczyny
Jest w onem mieście... hej! nie wyjdzie tobie
Służba na zdrowie!...

Tak ci się palą te oczy,
Żywym się ogniem skrzą...«
»A nie dziwota! kulawy wyskoczy
Wej! z krokwią swą
Na tę muzykę, a cóż, gdy człek kości
Ma jeszcze świeże —
Zaskrzyłyby się nawet półślepemu
Te oczy!
Na nutę skrzypce, psie-juchy,
Rżną: Stałaś moją się w onej ciemności,
W onym sadeczku... Drzyj pierze
Na poduszczynę, da, gotuj pieluchy
Maluteńkiemu!«

»Ulisia! słyszysz, Ulisia!
Ani się waż mi na krok!
Zostaniesz w domu!...« »Czy ja jaka psina,
Żeby tak w skok
Zara »do nogi« wam robić?... Myślicie,
Że ze swej gęby