Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
100
JAN KASPROWICZ

Wtem na wiosnę przybył panicz —
Opuścił stolice,
Gdzie go gładcy ludzie gładkich
Uczyli zwyczajów —
Czas mu wrócić: Dziedzic stary
Wnet zamknie źrenice,
Przytem syt już wszelkiej wiedzy
I syt obcych krajów.
Spodobało mu się zdrowie,
A chłopska dziewczyna
Niech się tylko dębem stawi,
Niech się wzdyć podroży,
Gdy ksiądz proboszcz krnąbrne sługi
Z ambony przeklina,
Pani głodzi, a ekonom
Harapem batoży;
Cóż dopiero taki panicz,
Co zwiedzał stolice,
Gdzie go gładcy ludzie gładkich
Uczyli zwyczajów!

W chlewie zlegnąć jej kazali,
Dali garść barłogu —
Cudzołożnej to wystarczy —
I za czas choroby
Odtrącili jej zasługi —
Toć przecież po Bogu
Karać grzechy — i wygnali...
Wszystkie swe zasoby
Zawiązała w róg fartucha
I dziecię fartuchem
Owinąwszy, do swej piersi
Niewinne przytula
I tak żegna się z tem miejscem,
Lodowem i głuchem,
Gdzie ubili ją pod okiem
Niebieskiego Króla: