Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
49
Z FLORY SWOJSKIEJ

Co dziś już po niéj...
Choć mi tak zimno, jakby lodu bryły
Kto mi w zanadrze kładł zmrożoną ręką,
Oddam Ci chętnie te skarbów ostatki,
Jedyne kwiatki,
Co mi w chałupie zostały:
Lecz i gad mały
Swych szczeniąt broni!

Pomnicie,
Rok temu pewnie już będzie,
Gdy »pali!
Pali się!« we wsi wołali,
Aż człowiek wszędzie —
Od stóp do głowy — czuł, że już mu życie
W kościach, jak woda, się ścięło...
Gorzał Olejczyk... Patrzałam, jak wtedy
Z pod onej stajni,
Gdy się już całe daszysko zajęło,
Z wyciem — jak nóż mnie krajało to wycie! —
Suka swe małe ratowała z biedy...
Oj! — myślę — kiedy
Taka jest miłość w psiej budzie,
To cóż my, ludzie,
Ludzie zwyczajni?!...

O dziecię!
Choćby mi przyszło z torbami
Iść sobie;
Choćbym gdzie w obcej chudobie,
Zalana łzami,
O chleb prosiła i o liche śmiecie
Na ono-ć nocne wezgłowie;
Choćby przez ciebie, jak oną wierzbinę,
Wiatr bił mnie nagą,
Nie dam ci umrzeć... Patrzcie! aż mnie mrowie
Straszne przechodzi, jak więdnie to kwiecie: