Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
LXXXVIII
JAN KASPROWICZ

I daj gęśl mi Bojanowę,
Strojną w jasny zwój promieni,
A miłości skrę zapalę
I rozczulę i rozżalę
Wszechsłowiańską brać!

Wróg grobowy pył nam prószy
I urąga naszej wierze,
A nam dziwno jakoś w duszy
I nie ufno i nie szczerze
I w bezmyślnej swojej dumie
Brat czy nie chce czy nie umie
Kwiatu idej siać! i t. d.


PRZECHADZKA NAD GOPŁEM.
29 marca 1880 r.

O jakie cudne dzisiaj to rano!
Noc już pierzchnęła, a tam rozsiano
Wraz rubinowe perły na wschodzie,
Byś większe hołdy oddał Przyrodzie.
Ona dziś mroźną dłonią rozdziela
Śnieżne całuny na wonne ziela
Och i wiośnianą radość ci skłóci,
A jutro znowu ze snu ocuci
Zamglone niebo, zamarłą ziemię
I znowu zdejmie z piersi twej brzemię,
Które ci wylew pieśni tłumiło!
Twórcza Przyrodo! z jakąż to siłą
Pragnąłbym wdzięki twoje opieśnić,
I tak mą wiosnę — me życie prześnić!...

O jakie cudne dzisiaj to rano!
Patrzcie z rubinów siatkę utkaną
Przecina słońca promień złocisty
I blask przelewa w ten eter czysty!