Strona:PL James Fenimore Cooper - Na dalekim zachodzie.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

swym wyrobi im wolne przejście; lecz późniéj począł starzec wątpić w uczciwość młodzieńca, sądząc, że ma do czynienia ze zdrajcą. Meksykanie nie potrafili jeszcze wytłumaczyć sobie zachowania się dotychczasowego swego obrońcy, gdy nagle usłyszeli ożywioną rozprawę w obozie, z któréj doszły ich następujące słowa:
„Brat mój jest ostrożnym,“ przemówił jeden z wodzów; „opuścił on blade twarze, albowiem wie, że je Pantera przeznaczył na ofiarę strzałom Indjan.“
„Nie opuściłem bladych twarzy,“ odparł Kamienne serce stanowczym głosem. „Indjanie mylą się; jam poprzysiągł bronić białych moich braci, ile tylko siły me na to pozwolą.“
„Ależ rozkaz Pantery sprzeciwia się temu!“ zawołał inny z czterech wodzów.
„Ja nie podlegam rozkazom Pantery,“ odparł z oburzeniem Kamienne serce, „nienawidzę zdrady i nie pozwolę Czerwonoskórym na dokonanie ich morderczych zamysłów.“
„Oah!“ zawołał wódz pierwszy, „Pantera życzy sobie, aby blade twarze straciły swe skalpy.“
„Nędzniku!“ zawołał gniewnie myśliwiec, „i jam bladą twarzą, więc i mnie zabierz mój skalp!“ Z temi słowy ruchem szybkim, jak błyskawica, strącił swój kapelusz na ziemię, a jednocześnie rzucił się na wodza indyjskiego i głęboko w pierś wepchnął mu nóż. W téjże chwili zagrzmiały jak jeden cztery strzały i pozostali wodzowie potoczyli się w piasek, wydając przedśmiertne chrapanie.
Gdy się rozległy strzały meksykan, zaczęła się