Strona:PL James Fenimore Cooper - Na dalekim zachodzie.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wybrzeże zatoki. Naraz wiosła zawisły nieruchomo w powietrzu: w pewnem oddaleniu dało się widzieć światło, które po dokładniejszem wpatrzeniu się wydało się dogasającym ogniskiem. Nie było najmniejszéj wątpliwości, że ognisko to roznieconem było w obozie Indjan. Że się z ich obecności tak blizkiéj można było spodziewać napadu dnia następnego, zapragnęli więc nasi myśliwcy dowiedzieć się o liczbie i uzbrojeniu dzikich wojowników.
Sokole oko miał zatem pozostać z łódkami na jeziorze, trzymając się jednak, o ile możności, najbliżéj brzegu; Hurry tymczasem z Hutterem tajemną ścieżką poczęli się skradać pocichu ku widniejącemu zdala światłu.
Może sobie czytelnik wyobrazić, z jakiem naprężeniem oczekiwał młodzieniec, siedząc samotny w łódce, jaki też obrót przyjmą rzeczy.
Upłynęła już cała godzina od czasu, kiedy myśliwcy znikli w lesie, gdy nagłe do ucha Sokolego oka dobiegł dźwięk, który niepokojem napełnił jego serce. Zaczął się uważniéj przysłuchywać, i wnet doleciał go krzyk przenikliwy, brzmiący jakiemś przerażeniem, jakby go komu wydarła świadomość najokropniejszego niebezpieczeństwa. Sokole oko uderzył wiosłem i, zbliżywszy się do brzegu, usłyszał wyraźnie trzeszczenie suchych gałęzi i odgłos kroków. Wahał się przez chwilę w niepewności, co czynić, gdy nagle padło pięć, sześć strzałów. Po strzałach rozległ się dziki okrzyk i w zaroślach dała się słyszeć wrzawa, z