Strona:PL Jack London-Serce kobiety.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Mr. Browna, przyszło mu do głowy i pojął, że Mr. Brown mówił prawdę.
— Ludzie biali biorą wszystko, co widzą, idą wszędzie i wiedzą wszystko. Śladami jednych nadchodzą inni, tak, że jeśli nic nie uczynimy, to wkrótce zawładną całą ziemią i nie będzie miejsca dla plemienia Kruka. Dlatego musimy walczyć z nimi i zabijać ich, dopóki nie zabijemy ostatniego. Wówczas w naszych rękach będą przełęcze i doliny, a dzieci nasze i dzieci naszych dzieci będą żyły spokojnie i staną się tłuste. Wielką będzie walka, kiedy Wilk rozpocznie borykać się z Krukiem — ale Keesh walczyć nie będzie i nie pozwoli walczyć swojemu plemieniu. Dlatego nie byłoby dobrze, gdyby wziął córkę moją za żonę. To rzekłem ja, Gnob, wódz Tana-nawy.
— Ludzie biali są dobrzy i wielcy — odrzekł Keesh, — ludzie biali nauczyli nas wielu rzeczy, biali ludzie dali nam kosy, noże i sztucery, takie, jakich nie potrafilibyśmy nigdy zrobić sami. Wiem, jakeśmy żyli, nim oni nadeszli, było to przed moim urodzeniem, ale opowiadał mi o tem ojciec. Gdy szliśmy na łowy, musieliśmy podpełzać do łosia tak blisko, aby można było dorzucić doń oszczep. Teraz strzelamy z broni białego człowieka i bijemy dalej, niż słyszeć można okrzyk dziecka. Jedliśmy ryby, mięso i jagody —