Strona:PL JI Kraszewski Stara panna.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rękę wyciągając ku niemu. — Słowo się rzekło. Chcesz, dawaj na zapowiedzi i skończmy tę sprawę.
Odryga tak się wcale nie spodziewał podobnego finału, iż — osłupiał.
— Wolne żarty — rzekł...
— Wcale nie żarty — przerwała łowczanka. — Waćpan się nie domyślasz prosić o moją rękę, to ja mu ją sama daję...
Rejent krzyknął — i, jak stał, tak plackiem jej padł do nóg...
Nie mógł swojemu szczęściu uwierzyć, a gdy się podniósł i panna łowczanka pierścionek mu dała — biedaczysko z wielkiego szczęścia się rozpłakał...
Gdy się to działo w bawialnym pokoju, starsza pani stała na podsłuchach przy drzwiach, tajemnica więc tych osobliwych, niespodzianych, nieprawdopodobnych zaręczyn, gdyby ją i chciano jakiś czas zachowywać — nie uchowałaby się do jutra.
We dworze zaszumiało, zawrzało, a ku wieczorowi pani sędzina Wędziagolska, de domo Kmicianka, wiedziała już o wszystkiem, i, gdyby nie noc, z nowiną tą byłaby poleciała mimo grudy i gołoledzi po sąsiedztwie...
— Ja zawsze mówiłam — wołała — że Odryga — to... to... pierwszy intrygant... Biedne kobiecisko obałamucił, uwikłał, wmówił co chciał i — ot co za fortuna... A ja pamiętam, jak bez butów chodził! dependował w szaraczkowym kubraku... Chytry lis! takie bogactwa! — Do ostatniej chwili nikomu w myśli nie postało. To mi kuglarz...
Wesele się odprawiło skromnie, chociaż ze wszelkiemi zwykłemi formalnościami... ale mnie na niem nie było!!

Drezno 1881.
KONIEC.