Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 03.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gospodarz, darujesz mi że sam z nim sprawy tej traktować nie będę; nie dosyć jeszcze znam miejscowości, stosunki... okolicę, własne prawa, uproszony odemnie pan Parciński...
— Otóż widzisz panie Piotrze, zawołał Tomasz, że musisz zemną się zostać, porwał go znów pod rękę. Zabieraj papiery, herbatę i wino nam przyszlą do mego pokoju, pójdziemy kończyć na osobności.
Opierał się trochę chcąc swą obywatelską świeżą jeszcze godność utrzymać pan Piotr, ale Parciński gwałtem go prawie śmiejąc się za sobą pociągnął.