Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 03.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


plotek najniedorzeczniejszych... Po objedzie tedy zaszły powozy i w towarzystwie Stanisława i plenipotenta wyjechali państwo Balowie. Podsędek który miał doskonałych szpiegów, a srodze był dotknięty tem że Zakale zaćmi splendory Dębna, postanowił otwarcie wojnę rozpocząć i umyślnie z domu wyjechał żeby go nie zastano. Nadaremnie więc przebywszy kawał najniegodziwszej drogi, trzeba się było od ganku zawrócić, bo i pokoje zamknięto. Ztamtąd na przełaj jeszcze gorszą drożyną nie tak daleko było do Burek gdzie mieszkali Dankiewiczowie, pojechano do nich.
Nie lepsze było usposobienie obojga państwa Dankiewiczów, ale oni plotki dotąd za plotki biorąc, a mając to w zysku, że Zakale strąciło Dębno z wysokości, gotowi byli na przekór podsędkowstwu i przyjąć państwo Balów i rozpocząć z niemi stosunki. Sam pan nawet po cichu osnuł był sobie projekcik pożyczenia pieniędzy, który dojrzewał w jego głowie, ciągle niespokojnej niedostatkiem.
Najniespodzianiej jednak wpadli odwiedzający na chwilę w której żadnaby gospodyni rada gościom nie była; pokoje od dawna potrzebowały restauracji, zbierano się na to długo i spodziewając teraz państwa z Zakala, wzięto się do podłóg, do tynków i. t. p. Wszystkie meble stały w ganku, w sieni, całe domostwo przewrócone było do góry nogami. Widok karety i koczyka w alei do rozpaczy przyprowadził panią Dankiewiczową która dostała mdłości, mężowi odnowił się gwałtownie tyk w twarzy bolesny, słudzy poszaleli.
— O Boże! zawołała z domu Kościńska, na cóżem dożyła tej chwili!
— Jejmość, kochanie! zawołał mąż pocieszając ją,