Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 01.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Stasiu mój, rzekła... młodzi ludzie kochają łatwo, namiętnie, a krótko: mogą chorować z rozpaczy i przechorowawszy zakochać się w innej... to się codzień widuje. Wątpię, żeby twoja miłość była tego rodzaju i obawiam się owszem, żebyś się jej nadto nie oddał. Cierp teraz, inaczej być nie może... ja ci nic poradzić nie umiem, modlić się tylko mogę, a od jutra okiem i sercem innem spojrzę na Konstancją... O! boję się bardzo! bardzo boję! Żona to cała przyszłość człowieka.
— A na czwartek! zawołał wpadając do pokoju w szlafroku pan Bal, przestraszający tym napadam niespodzianym... trzeba dostać jesiotra i ananasów!! Lody i cukierki od Lessla!!

KONIEC TOMU PIERWSZEGO.