Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Starosta Warszawski.djvu/432

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


katnie o jego przygodach, o których nie śmiał się rozwodzić, aby teścia nie obwiniać, i dodał:
— Jestem bardzo przywiązany do poczciwego Godziemby... a trochę téż mnie ku niemu i los jego niezwyczajny przywiązuje... Cały dramat jest w jego życiu, a ja tak dramata lubię! Ojciec zginął rozsiekany... do sieroty przywiązała się mamka staruszka... która za nim w świat poszła, która go raz już uwolniła z więzienia, która i tu się przywlokła... a tę on jak matkę szanuje, utrzymuję i służy jéj jak syn przywiązany...
Francuzka słuchała z uwagą natężoną.
— Na tém nie koniec, dodał Brühl, który rad był, że mógł nieznośną dlań o sejmowych historyach przerwać rozmowę... Okazuje się, iż mój Godziemba jest bardzo dobréj i staréj rodziny...
— To samo jego nazwisko dowodzi — dodał Sołłohub... ród niegdyś znaczny i bogaty... Ale zkądże ty wiesz o tém?...
— Przypadkiem — rzekł Brühl — na sejm z głębi województwa Mińskiego przybył tu stary, bezdzietny Godziemba, którego nie wiem dla czego tytułują podczaszym... Ma pono parę mil kraju w pińskich błotach, i jedną córkę, dla któréj koniecznie Godziemby szuka za męża, aby majętność z rodu nie wyszła... Obsedują pono mojego dworzanina...
— A ten, zawołał Sołłohub śmiejąc się — se laissera faire une douce violence.