Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Starosta Warszawski.djvu/085

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Tak, tak — prawda! coś ci miałem powiedzieć... zawołał August... i długo patrzał mu w oczy namyślając się.
    — Tak — dodał — mam ci coś powiedzieć... nie domyślasz się.
    — Nie Najjaśniejszy Panie, oprócz że co mi W. Kr. Mość rozkażesz spełnię, i będę z tego szczęśliwy...
    — Ty dobry jesteś, mój Aloizy! tak... począł namyślając się August III; a ja cię kocham...
    Brühl się skłonił... Nastąpiła pauza. Gdy trzeba było mówić o poważniejszych sprawach, król się nudził i zapominał.
    — Masz lat...
    — Dwadzieścia jeden Najjaśniejszy Panie...
    — A tak! dwudziesty i drugi!...
    Piękny wiek!...
    Westchnął... Młody jesteś... co to za dobra rzecz ta młodość!... ale wszystko ma koniec... młodość, swoboda... rozumiesz? Nie chciałbyś ty się już ożenić?
    Spojrzał mu w oczy — Brühl się uśmiechał milczący...
    — Nie?? zapytał król — mów mi śmiało... mów...
    — Najjaśniejszy Panie, odparł żartobliwie Aloizy, chociaż polskie przysłowie mówi, że kto się wcześnie ożenił, nie żałował... ja tak bardzo nie radbym się śpieszyć...