Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/561

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Król mój, pan mój! a mnie do niego puszczać nie chcieli. Jam-że powinien tu był być w godzinę śmierci, bom w życiu wiernym był towarzyszem.
Łkanie mu przerywało.
— Nie zlękniemy się śmierci, widzieliśmy ją nieraz — mówił spokojniéj. — Spocząć czas!
Kończył te słowa Jarosz, gdy król dobył głosu z piersi.
— Ojcze Heliaszu! — zawołał. — Heliasz!
Mnich, który się spodziewał być powołanym, stał już blizko i przysunął się do łoża samego, krzyż podnosząc w ręku.
Kaźmirz usunął się nieco, Jarosz milczał i modlił się.
Wśród ciszy zabrzmiała uroczysta kapłana modlitwa. Była to ta ostatnia, którą żywi przeprowadzają duszę ku lepszym ulatującą światom.
Oddech umierającego stał się nagle żywszym i cięższym, w piersiach wyraźniéj odzywało się chrząszczenie, pot występował na czoło. Śmierć, która się oddalać zdawała, wracała po swoję ofiarę.
Z drugiéj strony łoża stojący kanonik Wacław wejrzeniem i ruchami dawał poznać, iż stanowcza chwila nadeszła.
Głowa króla głębiéj w pościel i niżéj opadała na piersi. Wysiłek jakiś poruszał całém ciałem, które okrycia podnosiło i ściągało na przemiany.
Królowa klęczała przy mężu, tuż obok starego Jarosza.
Głos mnicha coraz wyraźniéj, coraz mocniéj podnosząc się, aby stępiałego już doszedł ucha, rozbrzmiewał po całéj sali.
Oczekujący w sąsiednich komnatach, usłyszawszy go, zjawili się na progu gromadnie. Byli to ludzie poważni; w szatach ciemnych, smutnego a zadumanego oblicza. Oko ich na przemiany to szukało łoża, na którém spoczywał umierający, to pochylonéj młodego królewicza głowy.
Niespokojni szeptali po cichu, Jarosz opadłszy ku ziemi, z głową na piersi zwieszoną, bezsilny zdawał się razem z królem swym dogorywać.
Kapłan w głos już, z zapałem odmawiał resztę modlitwy.
Poklękli wszyscy. Królowa twarz spłakaną zanurzyła w pościeli i łkała z bólu.
Raz jeszcze podniosła się twarz starca, powieki odsłoniły oczy zbladłe, westchnął ciężko.
Westchnienie to odbiło się w piersi Jarosza, którego chłopcy utrzymać nie mogli, potoczył się na ziemię.
Lekki okrzyk stłumiony wyrwał się z ust królowéj.

∗             ∗