Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/557

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skiem na rysy króla, dozwalał rozeznać lekkie ust ściągnięcie i na powiekach wysiłek i drganie. Dźwignęły się one z ciężkością; z głębin ich blado zaświeciły oczy.
Zatrzymały się długo na synu, wargi zatrzęsły się, jakby je przewiew uśmiechu przebiegł bezsilny.
Kaźmirz jeszcze bardziéj pochylił się do ojca.
Cud tego życia, przerywającego konanie, coraz był widoczniejszym, głowa zwróciła się o swéj sile ku ukochanemu dziecięciu.
Oddech piersi stał się głośniejszym, i głucho dobył się z nich głos:
— Kaźmirz?
— Ja-m jest! — odparł syn cicho.
— Jak za mgłą cię widzę — szepnął król wyraźniéj nieco.
— Wody! Usta spieczone! — dodał, chcąc dobyć napróżno osłabłą z pod przykrycia rękę.
Wtém Kaźmirz pośpieszył z kubkiem rzeźwiącego napoju, stojącym tuż przy łożu, i ostrożnie nachylił go do ust ojca, wlewając w nie płyn po kropli.
Usta się rozwarły nieco, trochę życia wstąpiło w twarz, któréj oczy nabrały blasku.
Uśmiechnął się Łoktek.
— Noc? — zapytał cicho.
— Wieczór późny.
Król oczyma potoczył po komnacie, jakby się chciał przekonać, czy byli sami.
Chwilę trwało milczenie, pierś pracowała, aby się na głos zdobyć ostatni.
— Koronę — rzekł silniéj — koronę niech ci nie zwlekając włożą, niech namaszczą. Bóg z nią daje moc. A potrzeba jéj, aby utrzymać wszystko w jednéj dłoni. Polskę całą, Kujawy, Mazowsze, Pomorze... Pomorza Niemcom nie ustąpić nigdy! Tamtędy droga w świat, jedyna wolna, wkoło wrogi, bez niego więzienie...
Mówił, odpoczywając chwilami, Kaźmirz słuchał pochylony. Nie była to rzecz do niego zwrócona, lecz jakby mimowolne snujących się myśli wyrazy, wpół do siebie, do Boga, do niego... Coś, jak marzenie, jak modlitwa...
— Mazowsze posłuszne, lenne być musi i twoje, pod prawem jedném — ciągnął daléj. — Szlązko zgniłe, zaniemczone przepadło... przepadło!... Już mu nie odżyć, rdza niemiecka je zjadła...
Mówiąc to, przymknął powieki, ale natychmiast podniosły się znowu i usta daléj szeptały, dla syna tylko dosłyszanym szmerem: