Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/524

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łobuzami, co się zowie!! Jak-em go zobaczył, a! Jezu miłosierny! choć go za biletami pokazywać. Buty, poczynając od nich, gdzieś ze śmietnika chyba wziął i dwa razy większe niż jego niemożliwe łapy... Spodnie na jednéj szelce, obszarpane a zatłuszczone. Spencerek, dam dukata, kto mi powie jakiego koloru, twarz zamorusana, włosy jak szopa. A we łbie tym, dwoje oczu jak węgle czarnych.
Gdy mi się zjawił na progu, myślałem, że przyszedł po jałmużnę i jużem się gotował z trzygroszniakiem i z kazaniem — aż tu niepytany, obejrzał się i do dzbanka.
— A tobie co do niego?
— A kiedy gospodarz mnie przysłał, przez to że Demko chory.
Więc rozmowa.
— Cóż Demce?
— Kto to może wiedziéć? leży a zębami dzwoni.
Ani chybi febra, pomyślałem.
— A ty się jak zowiesz?
— Na chrzcie to ja wiem, że Jóźkiem mnie nazwali, a tak mnie prześladują Czupurnym.
Zacząłem się śmiać.
— Czekaj, a skądżeś ty?
— A znikąd, proszę pana.
— Co u licha, a skądżeś się wziął?
— Byłem u majstra u szewca, co prawda, ale jak się spije, to tak wali, że kości łamie, tom uciekł, i służę do latania przy sklepach i ot tak, jak się zdarzy.
— Nie masz rodziców?
— Gdzie? kiedy ich już nie stało! — rzekł Czupurny.
— Gdzie legasz, ha?
— Śpi się to tu, to tam. — I począł się dobierać do dzbanka.
— Patrz-że — rzekłem — żebyś nie stłukł, a popłócz, i palców w niego nie maczaj.
Rozśmiał mi się pokazując zęby białe i furknął. Mój miły Boże, co to z tego wyrośnie! Na gałęź! Aż żal. Bo nawet zdaje się sprytne.
Gdy ze dzbankiem powrócił, dałem mu trzy grosze. Setnie mi się go żal zrobiło, i byłbym go po głowie pogłaskał, ale go ani dotknąć, taki brudny.
Pocałował mnie w rękę.
Pytam go:
— A co to z ciebie będzie?
Rozśmiał się i podrapał za ucho.
— Abo to ja wiem.