Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mi obchodzić, i ich kombinacyj pamiętać? Nic więc osobliwego nauka gry w wista, a że do niczego nie posługuje, że rachunku nie uczy, o tém mniéj myślenia, dowodem wszyscy zapamiętali wiściarze, którzy do niczego są niezdatni prócz do wista. Zważmy naprzód stratę czasu, stratę życia, pomyślmy, jest-li to człowiek, który od młodości siadłszy za stolik, z za stolika do stolika wędruje i gra do śmierci? Cóż to? machina do wista chyba! potém przywiązuje się do graczów chęć zysku, konieczna, nieszlachetna, czasem aż do nieuczciwości posunięta. Iluż to znamy ludzi, którzy pozwalają sobie w wiście troszeczkę nadużywać i podszachrowywać? Z tém idzie, że oswoiwszy się z nieuczciwością na małą skalę, gotowi ją popełniać na większą; spójrz na tego jegomości łakomie liczącego i przyliczającego punkta, albo wymykającego się zręcznie, gdy przyjdzie płacić przegraną. Kto go oswoił z tą nieszlachetnością? Kto mu tak wytarł czoło ze wstydu, — czy nie gra to? A patrząc na to spodleni nie należyż ubolewać nad upowszechnieniem zabawki, która ludzie psuje, oprócz tego, że wprawia do próżnowania, i czas tak marnie, zjada?
Gry hazardowne mniéj osobom przynajmniéj są właściwe, gdy tymczasem wist jest w tak powszechném używaniu, tak konieczną stał się potrzebą życia towarzyskiego, że gdzie niéma stolika do gry i talii kart nowéj, tam niéma zabawy dla większéj części osób. Znalazłyby się przecie pożyteczniejsze, szlachetniejsze zatrudnienia. Lecz tu o to podobno chodzi, że do innych zatrudnień potrzeba pewnego usposobienia i przygotowania, a wista każdy szewc łatwo się wyuczy w parę tygodni. Kilka dni przyłożywszy się, masz wstęp do zielonego stolika; a do myślącego towarzystwa, do ludzi, co się zająć umieją światem i sobą, aby przystąpić bez wstydu, nie dość się kilka dni sposobić. Wist panujący dzisiaj jest oznaką, że większa część osób nałogowo potrzebuje jakiegoś zatrudnienia, a do lepszego przyłożyć się i usposobić nie chce; smutno to pomyśléć, że w powietrzu jest jakaś zaraza próżnowania i gnuśności. Jeśli chodzi o zabawienie gości, czyżby już nie lepiéj kazać im siatkę robić, lub solitera wybijać? w nich téż są pewnie równie mądre jak w wiście kombinacye.
Ale — nie próżnaż to tylko gawęda? — bo któż dla przeczytania jéj porzuci owych pięćdziesiąt dwie kart tajemniczych! — pewnie mnie-by się prędzéj sprzykrzyło pisać, niżby oni zaczęli mnie słuchać.
Niech że będzie dosyć temu.

Omelno, 15 sierpnia 1839 r.