Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to za jedna była ta panna S...? At sobie! aktorka! zresztą bardzo ładne i potulne stworzenie.
Obwinięty w długi płaszcz szary, w swojéj czapeczce pąsowéj złotem wyszywanéj, nasuniętéj nu oczy; książę wbiegł do jéj mieszkania. Chód jego pewny, trzaskania drzwiami i piosnka, którą nucił, odrazu dały poznać, że ten, co wchodził, być musiał księciem, lub przynajmniéj hrabią, albo nareszcie bogatym, bardzo bogatym liwerantem.
Panna S... siedziała na kanapie z gitarą, ubrana w białą suknię, spiętą wstęgą niebieską; a we włosach jéj ponad bogatym grzebieniem powiewała także niebieska wstążeczka. Była zupełnie ładna, z noskiem zadartym, z miną figlarną, podskakująca, zwinna, miała w sobie coś pośredniego między ptaszkiem a figurką tańcującą w jasełkach.
Książę wbiegł szybko, nie zdejmując czapki ani płaszcza i wpatrując się w nią z zapałem, zapytał:
— Czy grasz dziś w teatrze?
— Ach! ach! — wykrzyknęła naprzód udając przestraszoną bardzo biegle aktorka — ach! ale jakżeś w. książęca mość mię przeląkł! Serce tak mi bić zaczęło! myślałam, że się Bóg wié co stało!
— No! no! mów prędzéj! — zawołał książę tupiąc nogą niecierpliwie — czy grasz w teatrze?
— Gram, m. książę.
— No, to niech cię Zośka zastąpi, albo kto inny, albo niech dziś teatru nie grają!
— Książę! — mój benefis!
— A! mniejsza o to, niech dyabli wezmą teatr i twój benefis. Pojedziesz ze mną do Łazienek — i książę rzucił rulonik dukatów na stolik marmurowy.
Panna S... wybiegła nic nie mówiąc i powróciła wkrótce w kapeluszu i salopie.
— Służę księciu!... Mówiłam pannie Zofii.
— Jedziemy! — podchwycił nie słuchając książę — jedziemy!
I pobiegł tak prędko po wschodach, że biedna aktorka cała zadyszana, ledwie w kilka minut drobnemi kroczkami zdążyła za nim do karety.
— Do Łazienek! — zawołał kamerdyner do woźnicy i pojechali!
— Wiész co, moja droga — rzekł książę, podsadzając do karety pannę S..., kiedy już wracali z Łazienek — jedź ze mną do pałacu, do mnie. Napoję cię słodziuchném winem jak twoja buzia, pogadamy sobie, zaśpiewasz mi.
— Dobrze! najchętniéj, mości książę — odpowiedziała z uśmie-