Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Semko Tom III.djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została uwierzytelniona.


Starszy brat zrzucił płaszcz i siadł za stół odpocząć.
Starsi ze dworu, którzy się stawili na powitanie, odeszli natychmiast, braci zostawując sam na sam z sobą.
Nierychło Janusz począł rozmowę drażliwą. Spytał o Henryka — potem od jak dawna Semko do Płocka powrócił.
— Obawiałem się nie znaleźć was — rzekł w końcu — lecz czas, byście się już w pole nie kwapili; nie macie co robić na niem... Wszystko skończone, co wam dobrzy druhowie nawarzyli, wypiliście i długo jeszcze pić będziecie...
— Nie straciłem nadziei — odparł Semko.
— Upór wielki, tem drożej go przypłacicie — rzekł Janusz... Jeszcze byście może ratować się mogli teraz, gdy jutro, kto wie czy nie będzie za późno...
Semko rozdrażniony, zerwał się żywo.
— W Nowym Sączu przecież i Małopolanie i wszyscy oświadczyli się, że króla wybrać muszą...
Janusz ramionami ścisnął.
— Wierzaj mi — rzekł — że wybiorą go chyba, gdy królowę mieć będą, a ta niezawodnie przyjedzie...
— Elżbieta posłów uwięziła!
— Wypuści ich i Jadwigę pośle... Chybaby szaloną była...