Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Semko Tom I.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sterczały, a dwu ludzi powoziło, nie domyśliłby się nigdy, że na dnie jego spoczywał człowiek, który tymczasem w głowie swej zbierał i porządkował co wczoraj słyszał, wiedział, wyszpiegował i czego się domyślał.
Rybacy wprędce na środek rzeki się dostawszy, puścili łodź z jej biegiem i kierowana tylko, bez pomocy wioseł, sunęła się dalej żywo, tak, że zamek i miasto z oczów im zniknęło...
Bobrek zdawał się usypiać.