Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/029

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Wczoraj jak ich na lisa spuścili ze sfory
    To jak zaczęły gonić — gonią do téj pory.
    Gdzie, gdzie, już tu przy moich nie staną niczyje,
    Zagraj pana Starosty, ani się umyje.

    Starosta.

    Co? mój Zagraj. Wiedz waszmość, że waści na gończe,
    Wilczym tropem zapewne niepójdą daleko —
    Nie sztuka że z zającem dotrwałe i rącze,
    Ale przed wilkiem do domu ucieką.

    Chorąży.

    Moje psy. Jestto affront całéj psiarni mojéj,
    Ale niechcę się kłócić, każdy z swemi stanie —
    I zobaczym na ówczas kto placu dostoi —
    Panie Starosto — mnie jutro polowanie.

    Starosta.

    Zgoda.

    Chorąży.

    Wszystkich przytomnych wyzywam na świadki.

    Wszyscy.

    Będziem się submittować.