Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Jelita t.II.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


go — o którego się lękała, o najmniejsze jéj szczegóły dopytywała — poczęła teraz opowiadać o tym dniu pamiętnym, w którym krzyżacka duma ukróconą, a okrucieństwo ich ukarane zostało...
Co żyło we dworze, cisnęło się słuchać do izby, pode drzwi — i milczenie uroczyste, okrzykami radości i znakami krzyża świętego przerywane tylko — panowało w czasie powieści Halki, która sama się nią zapaliła i unosiła...
Młoda pani swym mężem i jego męztwem bohaterskiém, czuła się dumną. Łzy jéj wysychały od tego uczucia radości i czci dla człowieka, który tak prostym być umiał, tak skromnym, a tak rycersko w życiu się całém sprawował...
Rósł w jéj oczach ukochany mąż, potężnego ducha, który blizkim śmierci będąc, pamiętał o tém tylko, aby królowi rodziny swéj spokój i przyszłość polecić.
Przy nim maleli inni, którzy wielkiemi być chcieli, a nie mieli cnoty jego żelaznéj... zwyciężającéj cierpienie, urągającéj się śmierci...
— Mój Florek! — powtarzała sobie z bijącém sercem i wracającemi do łez oczyma... — Mój!!
Całowała dzieci i chciałaby była powiedzieć im, jak mieli czcić ojca — na to jéj słów brakowało...
Nazajutrz zameczek od rana gotował się jak