Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Jelita t.II.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się z téj strony, która wolną jeszcze była od napaści... na obóz Krzyżaków.
Teodoryk stał chwilę zdrętwiały, patrząc na tę nową klęskę i uskoczył ku wielkiemu namiotowi...
Naprzeciw niego toczył się bój, jakiego dzisiejsze walki wyobrażenia dać nie mogą.
Dwie żelazne ściany naciskały jedna na drugą, łańcuch był dawno rozerwany, Polacy szli ściśnięci i opasywali broniących się z męztwem wielkiém Krzyżaków...
Kruszyły się włócznie o zbroje, padali rycerze na ziemię, a który z nich runął z konia, o swéj sile podnieść się niemógł, tratowano go...
Włócznia była najgłówniejszym orężem. Strzała rzadko trafiała w obnażone od zbroi całkiem ciało okrywającéj części, miecz kruszył się na grubych blachach... Topory ciężkie i straszliwe cepy żelazne na łańcuchach umocowane tłukły o szyszaki i napierśniki.
Krzyżaków padało więcej zgniecionych ciężarem własnych zbroi, Polacy lżéj zbrojni, rany odnosili częstsze... i więcéj krwi przelewali...
Napad wojewody z téj strony, która przez niego bronioną być miała, zawyrokował o losach dnia tego. Lecz... nie łatwo mieli się poddać Krzyżacy... Cześć rycerska zdać się im nie pozwalała... walczyli, drogo sprzedając życie...