Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kuje przyjścia wielkiego jakiegoś władzcy; że są przepowiednie u was, które zwiastują narodzenie mocarza... co świat podbije. Prawda-li to?
— W księgach naszych — rzekł Hebrejczyk — jest o tém podanie, ale to nie władzca wedle ciała i miecza — dodał — tylko wedle ducha. Nie będzie on panował legiami wielkiemi i potęgą ziemską, lecz słowem i prawdą.
— Czcze wyrazy! — rozśmiał się Tyberyusz — jak może władać ten co nie ma siły jeno w uściech? Spójrzyjże na co zeszła siła i moc w ustach Greków, najmędrszego w świecie narodu?
Żyd zamilkł na chwilę....
— Cezarze — rzekł — z jednéj bryły marmuru niewprawna dłoń rozbite tylko kawały, a ręka rzeźbiarza wywiedzie posąg na podziw cudnego kształtu. Słowo jest narzędziem, a duch, co w niém tkwi zamknięty, duszą jego....
— Jestże słowo, któreby wypowiedzianém nie było, któregoby od Saturnowych czasów usta nie wymówiły czyje? — zawołał Tyberyusz.
Żyd zamilkł; wtém starzec jęknął nagle, bolem jakimś schwycony i spójrzał srogo.
— Cóż mi radzisz? — rzekł zwracając do piérwszéj rozmowy.
— Co cierpisz? — spytał żyd.
— Zgadnij!
— Nie wiem.