Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


byli w domu — nie potrafił więc Biały wielkich sił z Wielkopolski ściągnąć — choć na niechęć kraju tego, coraz jawniejszą rachował.
Pomimo to, z różnego ludu wałęsającego się po nad granicą, z ludzi luźnych, gawiedzi chciwej zarobku, a lekko ceniącej życie, kupka się jakaś zebrała...
Szpiegi Sędziwoja donieśli mu o niej, podsłuchano, że Biały miał nadzieję naprzód napaść Złotoryę...
Rachowano na to, że dowództwo nad nią oddał był Sędziwój szwagrowi swemu, owemu Krystynowi ze Skrzypowa, któregośmy u niego widzieli. Wymodlił on je sobie na klęczkach...
Gdy niebezpieczeństwo zagroziło Złotoryi — Sędziwój postrzegł iż na szwagra niewiele liczyć może, ani na czujność jego, ani na odwagę. Doniesiono mu, że Krystyn po całych dniach z lada pachołkami pijąc, zabawiał się... Postanowiono więc zastąpić go kim innym...
Wszystko co się działo w sprawie Białego księcia — naprzód szło do Frydy Bodczanki, a przez nią dopiero dostawało się do niego...
Książę siadywał rycersko i starannie ubrany po całych dniach w izbie, słuchał co mu mówiła, napawał się tem, rozgrzewał — i posłusznie kroczył gdzie mu wskazała...
Dnia tego nad wieczór znajdujemy go także w komorze Frydy, która trzymała przy sobie