Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kmieci naśladując rolą się parać zaczynali, a tych potem możniejsi za wzór brali sobie.
Ziemianin, rycerz majętniejszy, wojenno służył i czasu wojny miał korzyść z łupów i żołdu.
Janko szczególniej w koniach się kochał i około stadniny pilno chodził.
Dwór w Podgórkach otwarty był i gościnny; gospodarz pośmiać się i słuchać wesołego gwaru rad był bardzo.
Ubożsi ziemianie, których się już naówczas dość namnożyło, tak zwani prości panosze, zjeżdżali się chętnie do niego, bo ich karmił, choć niewykwintnie, ale szczodrze. Cały dzień prawie u niego jadło i napój ze stołów nie schodziły.
Żona do obyczaju jego stosując się, pilnowała, aby na niczem nie zbywało. Ona i starsza córka jej, która za mąż wyszedłszy wprędce straciła męża, a owdowiawszy do rodziców powróciła — tak były gościnne, jak Janko.
Dom na wiecznie otwartą gospodę wyglądał, a choć mienie było nie zbyt wielkie, na niczem nie zbywało.
Stary Romlik od dni już kilku bawiąc w Podgórkach u brata, choć święta były za pasem, zaczynał się niepokoić o opuszczoną Złotoryę.
Choć Łukosza swego był pewnym, nie dowierzał jego czujności, posądzając go, że od niejakiego czasu do ładnej mieszczki chętnie zbiegał