Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wnicy — wszelkiego zawołania lud — poczęli żywo zdążać do zamku.
Lasota też powracał spełniwszy polecenie. Ogół ludu z radosnemi twarzami szedł witać pana, a było go już we wrotach, na podwórzu, na gościńcu, na zamku tyle, iż wszelkie niebezpieczeństwo oporu ze strony załogi ustało...
Gąska też nie myślał o niczem, tylko o spełnieniu rozkazów księcia.
Biały, nim jeszcze wyszedł do tłumu, który na niego czekał w podwórcu; zawołał Gąskę który zbroiczkę i hełm przynieść sobie kazał, aby mu ludzi natychmiast zebrał i gotowych stawił do zajazdu Gniewkowa.
Część załogi nielicznej miała pod dowództwem Sciborka Poboga, z orszaku księcia, zostać we Włocławku, stary Gąska w pięćdziesiąt zbrojnych ludzi szedł na Gniewków.
I to rozporządzenie wydane śmiało, nie znalazło najmniejszego oporu. Szczęśliwa widocznie gwiazda świeciła powrotowi Piasta do swej dzielnicy, wiodło mu się nad spodziewanie wszelkie. Zuchwalstwo jego popłacało, miał więc prawo zostać przy niem i podwoić je jeszcze.
Kto by go widział tego poranka, silnego, śmiałego, rozkazującego, nigdy by się nie domyślał, że cała ta energja była ogniem słomianym, który gorzał jasno, ale trwać nie mógł długo.
Nawet Lasota sądził, że na ostatek człowiek