Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że czasu nocnego napadu przez nieznajomych ludzi dziecię porwane zostało.
Domyślano się w tem sprawy Bawora i Jarosz ze smutku i żałości zmarł także.
Wśród tych utrapień, dowiedziawszy się o chorobie ojca, przybyła doń księżna Salomea Szczecińska, i aby go oderwać od miejsca, w którem wspomnienia straszne go prześladowały, zaczęła namawiać, aby z nią na czas jechał do Szczecina. Nie mówiła mu nic, tylko jedno, że się spodziewa, a jest prawie pewną, iż mu ta podróż przyniesie pociechę.
Stary był tak przygnębiony, iż się córce dał namówić do podróży. Jechaliśmy też pospołu wszyscy małemi dniami powoli, a księżna Salomea przodem posłała ludzi, aby ojcu przyjęcie zgotowano.
Zdaje się, iż czas tak obrachowany był, abyśmy nie pod noc, a za dnia na zamku stanęli. Stary przez drogę całą mało co mówił, a co mu się nie trafiało, pacierze tylko na koronce drewnianej, którą mu O. Rajmund zostawił, odmawiał.
Gdyśmy u wnijścia stanęli, na powitanie nasze wyszedł młody chłopak, cudnej urody, skromnie ale bardzo pięknie przystrojony, który starego księcia, podszedłszy doń, mową bardzo układną powitał.
Wszyscyśmy nań oczy ciekawe zwrócili, a książe pobladł i oniemiał — tak nadzwyczajne