Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mnie, choć na wojnie i w różnych przygodach życia na krew i na męki nieraz przychodziło spoglądać, ogarnął jakiś strach i obrzydzenie takie, żem zbiegł do komory, aby wrzasku męczonego nie słyszeć.
Gdym potem wysunął się z izby, bojąc się spytać, lękając wyjść w podworce, znalazłem wszystkich milczących, więcej może jeszcze strwożonych niż ja. Zbliżyłem się ku izbie księcia i usłyszałem jęki, narzekania rozpaczliwe...
Stało się, jakom zmiarkował, coś takiego, czego zrozumieć było trudno.
Nie śmiałem pytać, gdy Szymczak, który był moim sługą przystąpił do mnie.
— Wiecie co się stało? — szepnął mi.
Spojrzałem nań.
— Zamordowano go!
Szymczak ręce podniósł do góry.
— Aliści nie wiecie, bo go śmierć oczyściła. Gdy końmi ciało rozerwano, okazało się, że niewiastą był, a nie mężczyzną.
Do księcia kapelan przybiegł, wyrzucając mu jego okrucieństwo, oznajmić o tem...
Stary leży wyrzekając krzyżem na ziemi.
Bawor ze dworu zniknął...
Książe długo nikomu się nie pokazywał, do nikogo nie mówił, pokutę chciał odprawiać w klasztorze, ale czas zatarł wszystko. Zakazano tylko w jakikolwiek sposób o tem wspominać przed