Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wydawała, był ten Dobek wszystkim miły, a kobiety za nim przepadały. Naturę miał łagodną, bojaźliwą prawie, miłosierną nad miarę, a chętnie usłużną.
Przy tem nie głupi był i nad wszystkich dworzan księcia więcej umiał. Wychował go sierotą na plebanii proboszcz w Słońsku, a byli tacy, którzy domyślali się i powiadali, że księżyna mu ojcem był.
Miłował go też nadzwyczajnie, sam uczył, z domu nieodpuszczał i ledwie na książęcy dwór, gdy Ziemowit tego zażądał, na służby go oddał.
Tu z pacholęcia, że się umiał zasługiwać, a nieprzyjaciela nie miał, począł zaraz do góry iść, książe go od siebie nie odpuszczał, wreszcie podczaszym swym uczynił.
A no prawda, iż Dobka tego nie można było nie pokochać, tak za serca chwytał: mową, głosem, uprzejmością i dobrocią.
Gdy księżna Ludomiła na dwór nasz przybyła, a dano jej do posług Dobka, i ona też bardzo go sobie podobała, tak, że wkrótce obejść się bez niego nie mogła.
Bawor tedy zazdrość wielką uczuł i naprzód począł przeciw podczaszemu knować, różne przeciw niemu winy wynajdować, księciu podszeptywać — co się nie powiodło...
Myśmy na to patrzyli, a przewidywali, iż się źle skończy, bośmy Bawora naturę znali złą,