Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Łoktek na łożu śmierci.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nabija działo. Księżna celuje niem, wyrywa lont zapalony z ręku puszkarza, przykłada...
I wystrzał głośny rozbija się w powietrzu, huczy, grzmi, a kula świszcząc leci w dolinę. Za dymem nic nie widać — lecz wiatr zachodni rozpędza go.
Księżna Beata klaska w dłonie.
— Niema namiotu chana, księżyc złoty leży na ziemi, kula go obaliła!
Z obozu tatarów wrzask okropny słyszeć się daje, widać, jak się kupią i gromadzą i jak ruszają z nową wściekłością ku zamkowi.
— Księżno! — odzywa się ktoś z tłumu. — zabiłaś im chana, oni nas wszystkich w pień wytną.
Beata spojrzała w milczeniu z pogardą i kazała nabijać działo; a tatarzy, którzy się tak byli rzucili ku zamkowi, zaczęli zaraz ściągać się, kupić, nareszcie obóz łamać, wozy zaprzęgać i spiesznie dalej zagon popędzili.
A kiedy w oddaleniu przy księżycu widać już tylko było czerniejącą ich zgraję, księżna, otrząsając pył z sukni i ocierając czoło, zawołała do wojewody:
— Teraz czas do cerkwi!
— Idźmy! — powtórzyli wszyscy z zapałem.
Resztę wesela niech kto chce, opisze, ja nie mogę.

KONIEC