Strona:PL Józef Bliziński - Marcowy kawaler.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Heljodor (zapaliwszy cygaro, siada przy biurku).

Mój Ignacy, teraz jestem pewny, że prędzéj czy późniéj ziści się moja przepowiednia... A nawet więcéj jeszcze powiem: będziesz najdoskonalszym pantoflem.

Ignacy.

Zobaczymy, zobaczymy... (n. s.) Prawdę powiedziawszy, teraz to już wszystko jedno... ta plotkarka będzie wszędzie trąbić... nosa nie będę mógł nigdzie pokazać... (p. c.) Zadrwię ze wszystkich! (do Pawłowej pół głosem) Marychna... dobrześ zrobiła... nie pożałujesz tego!... (szepce jej po cichu; ona przyklęka i obejmuje jego kolana. On kładzie rękę na jej głowie; z trjumfem i ironją spoglądając na Heljodora) Ja, pantofel!!

Zasłona spada.