Strona:PL Herbert George Wells - Podróż w czasie.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

ścią. Właśnie w ciągu kilku dni ostatnich księżyc przebył ostatnią kwadrę, noce były coraz ciemniejsze, i zaraz też owe brzydkie twory z podziemi, te białe lemury, to nowe robactwo, zastępujące dawne, ukazywało się tłumniej. Przez te dni w sumieniu swojem byłem jak ktoś, kto usiłuje wymknąć się nieprzepartemu obowiązkowi. Czułem, że Machinę Czasu odzyskać można tylko przez odważne wkroczenie do tych tajemniczych podziemi; a jednak tajemnicom tym zajrzeć w oczy nie śmiałem! Byłoby inaczej, gdybym miał towarzysza; lecz byłem tak straszliwie osamotniony, iż nawet zejście na dół, w ciemności studni, przestraszało mnie. Nie wiem czy pojmujecie moje uczucia, lecz ja czułem za sobą wciąż ścigające mnie niebezpieczeństwo.
Ten niepokój, ta dręcząca niepewność może pchała mnie coraz — to dalej w moich poszukiwaniach. Idąc na południo - zachód ku wsi, którą teraz nazywają Combe Wood, zauważyłem w oddali, w kierunku Banstead wieku dziewiętnastego, duży budynek zielony, różniący się znacznie od wszystkich widzianych dotąd. Był on większy od największych pałaców lub ruin, które już znałem, a fasadę miał w stylu wschodnim; połyskująca jego strona zewnętrzna okazywała blado - zielone zabarwienie, — zlekka niebieskawe, jakgdyby porcelana chińska. Ta różnica w wyglądzie zewnętrznym nasunęła mi myśl o różnicy w przeznaczeniu budynku: postanowi-