Strona:PL Herbert George Wells - Podróż w czasie.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

«Masz teraz to przed sobą». Widziałem, że mi wypada iść tunelem: poszedłem. Słyszałem rosnący wciąż odgłos machiny. Teraz już droga moja nie była wciśniętą między dwie ściany. Znalazłem się w dużej przestrzeni otwartej, a zapaliwszy zapałkę, poznałem, żem wszedł do sklepionej groty, której głąb nurzała się w ciemnościach. Widok, jaki mogłem ogarnąć sięgał tak daleko, jak światło z płomienia zapałki.
Zapewne, wspomnienia moje nie muszą mieć należytej wyrazistości... Pamiętam jednak jak z ciemności wyrastały olbrzymie kształty, podobne do wielkich machin, i rzucały dziwne czarne cienie, w których ukrywały się przed światłem ciemne Morloki, podobne do duchów. Od pierwszego rzutu oka spostrzegłem, że podziemie było zacieśnione. W powietrzu czuć się dawał mdły zapach krwi świeżo rozlanej. W tylnej części podziemia stał niewielki stół z białego metalu, założony czemś podobnem do mięsa. Morlocy więc w każdym razie byli mięsożerni! Nawet w takiej chwili przyszło mi na myśl: które też - to z wielkich zwierząt mogło jeszcze dochować się do owego wieku świata i dostarczyć tej czerwonej masy, na którą patrzyłem? Wszystko to kłębiło się w mym umyśle: przygnębiający zapach, olbrzymie, zmącone kształty, wstrętne postaci, przyczajone w cieniu i tylko czekające na ciemność, aby napowrót zabrać się do mnie.