Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


piery, jakby zmienił swój zamiar dania go studentowi.
— Ale jakże pan dostał to jabłko? — zapytał Hincliff, który posiadał zmysł argumentacji — i skąd pan wie, że to jest owoc z tego Drzewa?
— Kupiłem ten owoc — rzekł starzec — trzy miesiące temu, za czarkę wody i kawałek chleba. Człowiek, który mi ustąpił, ponieważ moje starania uratowały mu życie — był Ormianinem. Armenja! ta kraina cudowna! pierwsza ze wszystkich krain! kraina, w której Arka Noego została do dziś pogrzebiona w lodowcach Araratu. Człowiek ten, mówię, uciekał wraz z innymi przed bandą Kurdów, którzy ich napadli, i dostał się w puszczyzny górskie, w miejsca, których nikt na świecie nie zna. Uchodząc przed pościgiem, znaleźli się na wysokiej kolebie śród szczytów górskich. Rosła tam trawa zielona, której listki były jak ostrza i cięły nielitościwie tych, coby się ośmielili przestąpić ich granicę.
Kurdowie byli tuż za uciekającymi, którzy nie mieli teraz innej drogi wy-