Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


setki tych dziwnych i widziadlanych kreatur. I nakoniec spoczął, jak mu się zdawało, na czemś, w rodzaju ołtarza w środku placu.
Teraz stanął na poziomie, który mu pozwolił dokładnie przyjrzeć się tym szczególnym mieszkańcom otchłani. Ku wielkiemu zdumieniu zobaczył, że czołem przed nim biją i na twarz padają wszyscy, prócz jednego; ten, jak się zdaje, był przystrojony szatą z łuski różnobarwnej, a na skroni nosił djadem promienisty; stał on wyprostowany, otwierając i zamykając naprzemian swe gadzinowe usta, jakby kierował kantykiem czcicieli.
Osobliwa myśl pobudziła Elsteada, że zapalił swą lampkę wewnętrzną tak, że stał się widzialny mieszkańcom otchłani, ale natomiast światło zaraz zasłoniło mu ich widok. Przy tej nagłej przemianie, zamiast hymnów, dała się słyszeć wrzawa jakby gniewnego potępienia, i Elstead, który wolał sam ich obserwować, przerwał prąd i zniknął im z oczu. Ale przez chwilę był zbyt oślepiony, by widzieć ich zachowanie się, a