Przejdź do zawartości

Strona:PL Henryk Sienkiewicz - Pan Wołodyjowski.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

to, żem go zawsze powściągał. Powiadasz tedy waćpani, że to dziewki wielkiej krwi?
 — W Drohojowskiej jest senatorska krew. Prawda i to, że tam nasze pobrzeżne kasztelanie to nie krakowska, a są i takie, o których mało kto w Rzeczypospolitej słyszał; ale przecie kto raz na krześle zasiadł, ten swój splendor i potomstwu przekazuje. Co zaś do paranteli, to Jeziorkowska prawie jeszcze Drohojowską przewyższa.
 — Proszę, proszę! Ja sam się od pewnego króla Masagietów wywodzę, więc lubię o czyjemś pokrewieństwie posłuchać.
 — Z tak wysokiego gniazda Jeziorkowska się znowu nie wywodzi, ale jeśli waćpan życzysz posłuchać… bo my tam w naszych stronach każdego domu na palcach możemy wyliczyć koligacye… owóż ona jest krewna i Potockich i Jazłowieckich i Łaszczów. Widzi waćpan, to było tak…
 Tu pani stolnikowa rozgarnęła fałdy sukni i usadowiła się wygodniej, aby żadnej w ulubionem opowiadaniu nie znaleźć przeszkody; rozstawiła palce jednej dłoni, a wskazujący drugiej przygotowała do liczenia dziadków i babek, poczem zaczęła:
 — Córka pana Jakóba Potockiego, Elżbieta, z drugiej jego żony Jazłowieckiej, wyszła za pana Jana Smiotanko, chorążego podolskiego…
 — Zakonotowałem! — rzekł Zagłoba.
 — Z tego małżeństwa urodził się pan Mikołaj Smiotanko, takoż chorąży podolski.
 — Hm! Piękna godność!
 — Ten był żonaty pierwszy raz z Dorohostaj… nie! z Rożyńską… nie! z Woroniczówną… Bodaj–że cię! zapomniałam!
 — Wieczny jej pokój, jakkolwiek się nazywała! — rzekł z powagą Zagłoba.
 — A drugi raz ożenił się z Łaszczówną…
 — Tum go czekał! Jakiż był tego małżeństwa effectus?
 — Synowie im pomarli…
 — Każda radość krucha na tym świecie…
 — A z czterech córek, najmłodsza Anna poszła za Jeziorkowskiego, herbu Rawicz, komisarza do rozgraniczenia Podola, któren był potem, jeśli się nie mylę, i miecznikiem podolskim.
 — Był, pamiętam! — odrzekł z całą pewnością Zagłoba.
 — Z tego małżeństwa, widzisz waćpan, rodzi się Basia.
 — Widzę i to przytem, że się w tej chwili z Ketlingowego szturmaka przymierza.
 Jakoż Drohojowska i mały rycerz zajęci byli rozmową, a panna Basia mierzyła sobie dla rozrywki ze szturmaka ku oknu.
 Pani Makowiecka poczęła się na ten widok trząść i piszczeć.
 — Waćpan sobie nie wyimaginujesz, co ja mam z tą dziewczyną! Czysty hajdamaka!

 — Żeby wszyscy hajdamakowie byli tacy, zarazbym do nich przystał!